Przez kilka minionych dziesięcioleci zalewały nas wyroby Made in China.Wprawdzie produkty te są tanie, ale jeśli chodzi o ich jakość to już nie jest tak różowo.Pół biedy jeśli Chińczycy sprzedają nam towary codziennego użytku.Gorzej, jeśli chcą budować nam autostrady, stadiony, koleje i metro.Bo o tym mogą nie mieć zielonego pojęcia, a wszystkim dobrze wiadomo co się stanie prędzej czy później, gdy się oszczędza na materiałach i bezpieczeństwie.Artykuł ten jest krótką refleksją na temat wzmożonej ekspansji Chińczyków na polski rynek, a dobrą okazją do jego napisania była wypowiedź Wojciecha Malusi-prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.Meritum tego wywiadu wraz z moimi refleksjami prezentuję w niniejszym artykule.
Wielu ludzi, nawet naszych polityków łudzi się, że ekspancja chińskich firm na rynek polski przyniesie korzyści naszej gospodarce.Wojciech Milusi mówi krótko: to chybiona decyzja.Argumentuje, że polskie firmy nic z takiego obrotu sprawy nie mają.Chińczycy zupełnie nie są zorientowani w realiach polskiej gospodarki.Jeśli polskie firmy miałyby robić biznes według schematu chińskiego, to za rok, dwa mogą się pakować z torbami.Kolejny argument na nie jest taki, że chińskie firmy startujące w przetargach tylko robią zamieszanie na rynku i wywołują wojnę cenową.Wiadomo powszechnie, że za chińskimi firmami stoi chiński rząd, dotujący własne firmy.Przez to Chińczycy wygrywają przetargi, że w ofertach dają ceny dumpingowe, na które polskie firmy nie mogą sobie pozwolić.Ale Chińczycy mogą sobie na to pozwolić, gdyż mniejszy kontrakt rekompensują sobie dotacją od Państwa.Z tych powodów inny wariant egzystencji chińskich firm na polskim rynku także nie jest możliwy-chodzi o współpracę z polskimi firmami.Żaden polski menedżer nie przystanie na warunki współpracy proponowane przez Chińczyków.To Chińczycy muszą się jeszcze wiele nauczyć o naszym rynku, ale i o naszej kulturze.Polscy menedżerowie mogą przystać na taki rodzaj współpracy, który przyniesie korzyści obu stronom.Wiadomo, że Chińczycy mają pieniądze, ale niekoniecznie przedsięwzięcie z ich udziałem może się okazać sukcesem.W to nie wierzy Wojciech Milusi.Jak twierdzi, aby zacząć myśleć o jakimkolwiek przedsięwzięciu z Chińczykami, należy wpierw dokonać dogłębnej analizy ekonomicznej inwestycji, abyśmy "nie obudzili się z ręką w nocniku".W dodatku uzależnieni od Chińczyków.Milusi mówi że nie chciałby, aby kolejne inwestycje Chińczyków wyglądały jak budowa autostrady A2.Przy budowie A2 Chińczycy zlecają roboty firmie, która nie ma o tym bladego pojęcia, tłumaczy Milusi.Jeśli Chińczycy chcą zaistnieć na naszym rynku, to muszą nauczyć się akceptować normy czasu pracy, przepisy BHP, płacę minimalną.W końcu każdego przedsiębiorcę z Polski obejmuje zakaz nieuczciwej konkurencji, dotyczy on także firm z Chin.
Od siebie dodam krótko.Chińczycy argumentują, że ich ceny (inwestycji) są tak niskie, bo oni ciągle się uczą i zdobywają doświadczenie.Moja odpowiedź jest taka, niech się uczą gdzie indziej aby się potem nie okazało, że most który zbudowali zawali się po 15 latach, bo budował go niedoświadczony inżynier.Krótko po tym jak Chińczycy kupili producenta samochodów Volvo (100 % udziałów w Volvo Car Corporation), stali się właścicielami technologii i otworzyli fabrykę Volvo w Chinach (w planach są trzy fabryki aut w Chinach).Zresztą, czego to Chińczycy nie skopiowali.Może właśnie tego należy się bać w dzisiejszym świecie.
- Komentarze












Przypomnijcie sobie upadek Lehman Brothers (...) to była firma, a nie kraj. Jeśli jakiś kraj opuści euro, pomnóżcie efekt Lehmana przez dziesięć - powiedział, zachowując anonimowość, francuski bankier.