![]() |
Wszyscy pamiętamy naradę zwołaną przez premiera Donalda Tuska 1 lutego 2010 r. w której pytał on przedstawicieli służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju czy grozi nam powódź.
Minister MSWiA Jerzy Miller powiedział wówczas, że jeśli śnieg i lód zaczną szybko topnieć to Polsce może grozić powódź.Minister przyznał także, że ryzyko takie występuje i jest wyższe niż w latach poprzednich, bo tak dużych opadów śniegu i zlodowacenia nie było od 1982 r.Na spotkaniu obecnych było 16 wojewodów, którzy mieli przedstawić raport nt. zagrożenia powodziowego w swoich województwach.
Oficjalnie więc służby są przygotowane na powódź, do dyspozycji jest sprzęt, ratownicy, strażacy i wojsko (110 tys. ratowników, 10 tys. żołnierzy, 1288 łodzi, 6526 agregatów i ponad 7 mln worków z piaskiem).Tymczasem zespół MSWiA pracuje nad projektem założeń do ustawy o ubezpieczeniach żywiołowych.Przedstawiciele MSWiA tłumaczą, że wprowadzenie powszechnych ale nieobowiązkowych ubezpieczeń od skutków klęsk żywiołowych ułatwiłyby odbudowę mienia po powodzi oraz usuwanie jej skutków.Ubezpieczane byłyby tylko te obiekty, które są zagrożone klęską, np. powodzią.To zdanie MSWiA.Przedstawiciele ubezpieczycieli mówią natomiast, że jeśli polisy będą obowiązkowe to jednocześnie staną się powszechne.A powszechność sprawi, że składki będą niższe bo ubzpieczonych będzie wielu.Wtedy ryzyko rozkłada się na całą grupę.Ubezpieczyciele podkreślają ponadto, że ubezpieczenia powinny być powszechne, bo trudno przerzucić na samych poszkodowanych koszty odbudowy.Powinno tu pomóc państwo, wprowadzając odpowiednie dopłaty do polis ubezpieczeniowych.
Inne jest natomiast zdanie prawników.Twierdzą oni, że rząd wprowadzając obowiązkowe ubezpieczenia od skutków klęsk żywiołowych zabezpiecza interes państwa i samorządów.Działania prewencyjne mogą być wtedy przeprowadzane na dużo mniejszą skalę, niż gdyby nie było powszechnych ubezpieczeń.Ludziom najlepiej przedstawiać korzyści z takiego rozwiązania, kształtować ich świadomość w tym zakresie a także pokazać konsekwencje nieubezpieczania obiektów, szczególnie w miejscach szczególnie zagrożonych wystąpieniem klęsk.
Informacje z ostatnich dni pokazują jednoznacznie, że towarzystwa ubezpieczeniowe nie chcą zakładać polis obarczonych dużym ryzykiem.Zarząd Compensy zdecydował, że w najbliższym czasie (prawdopodobnie do końca roztopów) nie będzie sprzedawał polis powodziowych w rejonach Kotliny Kłodzkiej, Wrocławia i na Podkarpaciu.Są to regiony szczególnie zagrożone powodzią.Nowe umowy nie będą zawierane lub będą zawierane za znacznie wyższe ceny.Umowy odnawialne pozostają bez zmian.W gruncie rzeczy ubezpieczyciele boją się, że większa liczba wniosków o wypłatę odszkodowania powodziowego pogorszy ich wynik finansowy.Viena Insurance Group poinformowała, że w ubiegłym miesiącu zanotowała 100 % wzrost liczby wniosków o wypłatę odszkodowań niż rok wcześniej.
Ostatecznie decyzję o ubezpieczeniach klęskowych podejmie rząd.
- Komentarze













Przypomnijcie sobie upadek Lehman Brothers (...) to była firma, a nie kraj. Jeśli jakiś kraj opuści euro, pomnóżcie efekt Lehmana przez dziesięć - powiedział, zachowując anonimowość, francuski bankier.