31 grudnia 2009 r. zakończył się etap szukania chętnych na stanowiska żołnierzy zawodowych.Teraz armia ma mieć do 120 tys. żołnierzy, w tym 20 tys. żołnierzy Narodowych Sił Rezerwy.Właśnie słowo "do" budzi najwięcej wątpliwości.
Eksperci chwalą wprowadzanie profesjonalizacji polskiej armii.Uzawodowienie to standard od dawna obowiązujący w krajach Europy Zachodniej i NATO.Czy jednak się powiedzie? Na przeszkodzie może stanąć budżet państwa na 2010 r.
W zeszłym roku rząd obciął wydatki MON o 3 mld zł.Wynikało to z sytuacji ekonomicznej państwa.Według Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w tym roku budżet MON może zostać obcięty o 2 mld zł.Wtedy należałoby się poważnie zastanowić nad procesem modernizacji armii - podkreślają eksperci.Były dowódca Wojsk Lądowych Waldemar skrzypczak wypowiada się w jeszcze mocniejszym tonie: "To, co robi MON,jest de facto wstrzymaniem tego procesu (modernizacji)".Jednak dzięki zapisowi, że żołnierzy ma być maksymalnie 120 tys. może zabraknąć środków na przyjęcia żołnierzy zawodowych.Eksperci oceniają, że w tym roku armia nie osiągnie wymaganej liczebności.
Mimo wielu zmian w polskiej armii, jest ona wciąż daleko w tyle za zachodnimi potęgami.Przekłada się to bezpośrednio na jej potencjał bojowy.Najgorzej wg BBN jest w Marynarce Wojennej.Ostatnimi laty wycofano z niej ponad 60 % okrętów bojowych, nie zastępując ich żadnymi innymi.Liczba marynarzy zmniejszyła się o ponad 30 %.Piloci którzy chcielicy latać samolotami wielozadaniowymi F-16 nie mają się gdzie szkolić.Takich przykładów jest więcej.
- Komentarze












Przypomnijcie sobie upadek Lehman Brothers (...) to była firma, a nie kraj. Jeśli jakiś kraj opuści euro, pomnóżcie efekt Lehmana przez dziesięć - powiedział, zachowując anonimowość, francuski bankier.