Francja i Niemcy od kilku miesięcy mocno naciskają nad utworzeniem nowego funduszu pomocowego dla ratowania gospodarek europejskich, w którym obowiązywałaby dyscyplina w łożeniu składek na fundusz.
Jeszcze dwa lata temu nikt w Europie nie słyszał na międzynarodowym funduszu pomocowym, a teraz wydaje się on niezbędny.Jednak nie funkcjonuje on do końca poprawnie, tak, jak chcą tego Niemcy i Francja.Francja i Niemcy są najpotężniejszymi gospodarkami Europy i to im najbardziej zależy, aby uchronić strefę Euro od bankructwa.Jednak w całej Unii nie słychać jednomyślnego poparcia dla tego projektu.Już od kilku lat obserwatorzy rynków zauważają podział na Europę dwóch prędkości.
Dlatego też Francja i Niemcy prowadzą potajemne rozmowy mające na celu zacieśnienie współpracy państw europejskich w ramach funduszu pomocowego.Takie zacieśnienie współpracy planują oni na początek przyszłego roku, ale do tego konieczna jest zgoda większości państw Unii.Nicolas Sarkozy i Angela Merkel argumentują, że takie zacieśnienie współpracy uspokoiłoby rynki i uniknie konieczności emisji euroobligacji.
Zresztą Stany Zjednoczone z niepokojem obserwują to, co się dzieje w Europie.Agencja Flitch wystawiła Włochom, Francji i Niemcom negatywną perspektywę ratingu.Wiadomo nie od dziś, że w obligacjach Niemiec, Francji i Włoch Amerykanie ulokowali setki miliardów euro.I nie chcieliby tych pieniędzy stracić.Amerykanie zrozumieli, że Europie grozi zapaść.O ile była mowa o bankructwie Grecji, na USA nie robiło to większego wrażenia.Ale jeśli pojawiają się głosy o możliwym załamaniu trzech największych gospodarek UE, to robi się nerwowo.Dlatego te trzy kraje robią co mogą, aby umocnić i uzdrowić gospodarkę europejską.
UE i USA to najwięksi partnerzy handlowi na świecie.Wartość obrotów wyniosła w 2011 r. 668 mld euro.Amerykanie zainwestowali w UE ponad bilion euro.Prawie tyle samo zainwestowały kraje UE w USA.Tak więc rozpad strefy Euro spowodowałby całkowity bałagan i zrujnowanie stosunków handlowych między tymi partnerami.To z pewnością przełożyłoby się na stan ich gospodarek.
USA i Europa mają jednak inne scenariusze ratowania przed kryzysem.W USA dodrukowuje się dolary, tam to bank centralny wspiera gospodarkę.W Europie natomiast dąży się do ograniczenia skutów kryzysu kosztem cięć wydatków i oszczędności budżetowych.Tak więc panuje różnica zdań w metodach, jak mają być ratowane gospodarki tych państw i ich wzajemne relacje.USA pogania i "doradza", ale sama ma wielki dług publiczny.Do tego skrytykowała możliwość włączenia Chin do planu pomocowego Europy (finansowanie Euroobligacji) mówiąc, że Europa ma dość siły, aby wyjść z kryzysu.
Czy aby na pewno?
- Komentarze












Przypomnijcie sobie upadek Lehman Brothers (...) to była firma, a nie kraj. Jeśli jakiś kraj opuści euro, pomnóżcie efekt Lehmana przez dziesięć - powiedział, zachowując anonimowość, francuski bankier.